W czasach gdy technologia oraz udogodnienia rozwijają się z dnia na dzień, a każdy produkt ma po kilkanaście wariantów, aż trudno oprzeć się pokusie gromadzenia różnych rzeczy, nawet jeśli nie są w danej chwili potrzebne. Albo w ogóle nie są potrzebne, tylko ładnie wyglądają. Kiedyś tzw. chomikarstwo miało szersze zastosowanie, bo ludziom zdarzało się tworzyć z wielu elementów nowe przedmioty, choćby dla własnej frajdy, albo po prostu uznawali, że coś może się jeszcze przydać nawet przyszłym pokoleniom… i rzeczywiście tak było. Teraz zaś przyzwyczailiśmy się do tego, że producenci marek podsuwają nam gotowe produkty czy rozwiązania pod nos. I to w dodatku takie, które nie wymagają specjalnego wysiłku oraz wiedzy.

Niemniej jednak kawalerka o powierzchni czterdziestu paru metrów kwadratowych nie powiększy się wraz z nabyciem nowych sprzętów, natomiast pomimo szczerych chęci kolejna szafa nie zmieści się pomiędzy kanapę a regał z książkami. Nawet na ciasnym balkonie braknie miejsca, odkąd stoją tam rzadko używany stolik oraz dwa wiklinowe fotele. Akcesoria kuchenne przeszkadzają w domknięciu pozornie głębokiej szuflady, a mniej przydatne rzeczy wystają z pudeł pod łóżkiem.

Oczywiście, dopóki cały chaos pozostaje pod ścisłą kontrolą i wszystko ma swoje konkretne, nieprzypadkowe miejsce, dopóty mieszkanie w takich warunkach nie będzie sprawiało problemu samym domownikom, bo z gośćmi bywa różnie. Chcąc nie chcąc trzeba liczyć się z tym, że nie każdemu odpowiada nagromadzenie wielu rzeczy w stosunku na niewielkiej przestrzeni. Zwłaszcza że utrzymanie przy tym czystości wcale nie należy do najprostszych zadań.

Opanowanie nawyku zbierania mogłoby przynieść najlepsze rezultaty w pomniejszaniu dobytku, co idzie w parze z surową selekcją, po której część przedmiotów zostanie sprzedana, część oddana, a część wyrzucona. Początki są trudne, co niespecjalnie dziwi, ale najważniejsze, aby ciągle trzymać się celu.

Jeśli ta metoda się nie sprawdzi, bo pokusa kupowania kolejnych zestawów pieprzniczek i solniczek jest silniejsza od zdrowego rozsądku, na scenę wchodzi plan B. Kuchenne blaty oraz przerwy między meblami to dobre miejsca do rozgospodarowania. Chodzi o zamontowanie w ich głębi specjalnych skrytek na różnego rodzaju i rozmiaru rzeczy. Dla przykładu: składana, dość mobilna drabina, którą szwagier podarował ci na ostatnie święta Bożego Narodzenia, mieści się już tylko w mieszkaniu sąsiada, ale on nie wydaje się zadowolony z takiego układu, więc zostajesz z prezentem na lodzie. Siedząc na jednym z niższych szczebli, głowisz się, jak zaradzić całej sytuacji – nie sprzedasz, nie oddasz, nie wyrzucisz, bo w każdym wypadku szkoda dobrego sprzętu. Co możesz zrobić? Ot, zamontować głęboką szufladę u spodu mebli kuchennych, gdzie schowasz złożoną drabinę, by móc wysunąć ją w każdej chwili.

Poza tym przy okazji odwiedzin szwagra będziesz mieć okazję do zaskoczenia go sprytnym wymysłem. Oby nie sprowokowało go to do kolejnego nietypowego prezentu. Na skrytki też trzeba znaleźć miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *