Jesteś studentem dwóch kierunków, który dzieli niewielkie mieszkanie z trzema innymi osobami i na pustą kuchnię musi czyhać niczym myśliwy na zwierzynę?

Trudno uniknąć takich sytuacji, bo każde z was ma inaczej ułożony plan zajęć, a jedno dodatkowo pracuje wieczorami, więc odgrzewa sobie jedzenie po powrocie do domu, czyli w nocy. Tymczasem ty należysz do grona ludzi z całego świata, które nie znoszą, kiedy ktoś zerka im znad ramienia lub patrzy na ręce, np. w trakcie przygotowywania posiłku. Poczucie obserwacji nie tylko rozprasza, ale również dalece irytuje, szczególnie gdy dochodzą do tego niechciane pytania oraz próby interwencji: „mogę posmakować?”, „nie za ostry ten kurczak?”, „chyba masz okres, bo w ogóle nie czuć, żebyś dodała do tego sosu jakiekolwiek przyprawy”. I jak w takich warunkach cokolwiek gotować?

Z drugiej strony wiele osób nie ma po prostu czasu, a tym bardziej siły, aby w ogóle myśleć o zaplanowaniu obiadów. Przebywanie na uczelni od świtu do nocy albo nadgodziny w pracy potrafią wycisnąć resztki życiowej energii, przez co zaspokojenie głodu zamienia się w dość mechaniczny proces, któremu nie towarzyszą żadne kulinarne wrażenia. Ot, najważniejsze, żeby w ogóle coś zjeść – nie ma większego znaczenia, jakie to będzie jedzenie. Tutaj wyłania się problem fast foodów. Zamówienie pizzy, wyskoczenie na szybkiego kebaba albo czekanie w kolejce za powiększonym zestawem z KFC to coraz częstsze rozwiązanie, które wybierają młodzi ludzie, stojąc przed dylematem: wrócić do domu i spędzić godzinę na gotowaniu czy iść na miasto, zjeść coś na szybko, a potem od razu położyć się spać? Pod koniec miesiąca okazuje się, że nie mają nawet na najtańszy chleb z Biedronki.

Obmyślanie oraz rozplanowanie posiłków na najbliższe kilka dni bywa trudnym wyzwaniem. I choć wydawałoby się, że jeśli jest się odpowiedzialnym tylko za siebie, to nie ma się nad czym zastanawiać, a tymczasem to nie zawsze działa w taki sposób. O ile gotowanie nie sprawia ci ogromnej przyjemności i o ile cenisz sen bardziej od pustki w żołądku – nie łudź się, że jak za dotknięciem magicznej różdżki nagle zmienią się twoje nawyki. Musisz im w tym pomóc.

Jeśli mieszkasz z kimś, zaproponuj wspólne obiady przyrządzane według jakiegoś grafiku, chyba że któreś z was ewidentnie nie ma talentu do gotowania – wtedy trzeba szukać kompromisów. Przy okazji częściowo zmniejszyłyby się koszty, gdyście podzielili cenę za zakupy między sobą.

Jeśli mieszkasz samotnie i chcesz zaoszczędzić czas oraz pieniądze, nie głów się nad wykwintnymi potrawami. Spróbuj podejść do tego z innej strony, wykorzystując akcesoria kuchenne. Zaopatrz się w kilka porcji kurczaka, dużo ryżu lub kaszy, zrób wielką misę warzywnej mieszanki i ewentualnie pomyśl o jakichś sosach. Z takich „puzzli” możesz układać dania na kolejne dni, nie martwiąc się, że znowu musisz stać przy garach.

Niezależnie od wybranej drogi – lepiej pomęczyć się w kuchni niż potem martwić się o swoje zdrowie, które zachwiały wątpliwej jakości fast foody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *